Kontrowersje wokół „Solo” Blanki wybuchły szybko, bo sprawa nie dotyczyła wyłącznie gustu muzycznego, ale też zaufania do całego wyboru reprezentantki Polski na Eurowizję. Najgłośniejsze zarzuty mówiły o podobieństwie do „Up” Inny, a w drugiej kolejności pojawiały się porównania z „Solo” Clean Bandit i Demi Lovato. W tym artykule porządkuję najważniejsze fakty: co faktycznie porównywano, dlaczego temat tak mocno podzielił publiczność i czy z samego podobieństwa można wyciągać wniosek o plagiacie.
Najkrócej o sporze wokół „Solo” Blanki
- Najmocniejszy zarzut dotyczył podobieństwa do „Up” Inny, zwłaszcza linii melodycznej i rytmu.
- Porównanie do Clean Bandit i Demi Lovato było słabsze i opierało się głównie na tytule oraz ogólnej popowej stylistyce.
- Po preselekcjach spór o piosenkę połączył się z większą dyskusją o przejrzystości głosowania i wyniku Janna z „Gladiator”.
- Blanka nie opublikowała oficjalnego oświadczenia, które zamknęłoby sprawę plagiatu.
- Na Eurowizji 2023 w Liverpoolu zajęła 19. miejsce, a w głosowaniu widzów była 8.
Skąd wzięły się zarzuty wobec „Solo”
Najpierw pojawiły się spontaniczne porównania w sieci, potem krótkie montaże wideo, a w końcu cała fala komentarzy o tym, że „to przecież brzmi znajomo”. Taki mechanizm działa błyskawicznie: jeśli refren przykleja się do głowy i przypomina inny hit, internet bardzo szybko robi z tego zarzut. W przypadku Blanki emocje były jeszcze silniejsze, bo „Solo” wygrało krajowe preselekcje w atmosferze dużego sporu, więc każdy kolejny argument przeciwko piosence natychmiast dostawał drugie życie.
Patrzę na ten temat tak: sama reakcja publiczności nie jest dowodem plagiatu, ale mówi sporo o odbiorze utworu. Gdy duża grupa słuchaczy wskazuje podobieństwo do znanej piosenki, twórcy zwykle muszą liczyć się z tym, że dyskusja nie skończy się na jednym dniu. I właśnie dlatego w tej sprawie warto oddzielić emocje od tego, co faktycznie można muzycznie porównać.

Dlaczego porównywano ją właśnie z tymi utworami
Najczęściej wracał jeden trop: „Solo” Blanki i „Up” Inny. W drugim planie pojawiało się też porównanie z „Solo” Clean Bandit i Demi Lovato, ale tam argumentacja była znacznie mniej konkretna. Żeby nie mieszać tych wątków, najprościej zestawić je obok siebie.
| Porównywany utwór | Co słuchacze wskazywali | Siła zarzutu | Mój komentarz |
|---|---|---|---|
| „Up” Inny | Linia melodyczna, rytm, tropikalny klimat, podobny układ refrenu | Najmocniejsza | To porównanie dotyczyło realnych elementów muzycznych, dlatego tak mocno rozpaliło dyskusję. |
| „Solo” Clean Bandit i Demi Lovato | Ten sam tytuł i ogólna popowa estetyka | Słabsza | Tu bardziej chodziło o skojarzenie niż o wskazanie konkretnego motywu muzycznego. |
To zestawienie pokazuje coś ważnego: tylko pierwsze porównanie miało charakter naprawdę muzyczny, drugie było raczej skojarzeniem nazwy i produkcji. Internet często spłaszcza oba poziomy do jednego hasła „kopiowanie”, a to już mocno zubaża obraz. I właśnie tu dochodzimy do pytania, które w takiej aferze jest najważniejsze: kiedy podobieństwo faktycznie staje się plagiatem?
Czy podobieństwo wystarcza, żeby mówić o plagiacie
Z mojego punktu widzenia najważniejsze jest to, że w muzyce pop podobieństwo samo w sobie nie zamyka jeszcze sprawy. Plagiat to nie to samo co styl, klimat czy gatunek. W praktyce trzeba patrzeć na konkret: przebieg melodii, charakterystyczny motyw, układ akordów, rytmiczny szkielet i to, czy podobny fragment jest na tyle rozpoznawalny, że trudno uznać go za przypadek.
Melodia i rytm mają większe znaczenie niż sam klimat
Jeżeli dwie piosenki mają podobny „vibe”, ale różnią się linią wokalną i konstrukcją refrenu, zarzut plagiatu robi się słabszy. W muzyce używa się czasem pojęcia hook, czyli chwytliwego fragmentu, który zostaje w głowie, oraz riffu, czyli powtarzalnego motywu instrumentalnego. To właśnie takie elementy, a nie sama wakacyjna aura, zwykle najmocniej ważą przy ocenie podobieństwa.
W przypadku „Solo” wiele komentarzy odnosiło się do tego, że refren i puls utworu kojarzą się z inną piosenką. To jest zrozumiałe jako reakcja słuchacza, ale nadal nie przesądza o skopiowaniu utworu. Żeby mówić ostrzej, trzeba by wykazać coś więcej niż wspólny nastrój i podobny rytm sekcji perkusyjnej.
Przeczytaj również: Ile pamela z fit lovers ma lat? Zaskakująca biografia i fakty o jej życiu
Styl tropikalnego popu bywa podobny z definicji
Współczesny pop bardzo często korzysta z tych samych rozwiązań produkcyjnych. Tropikalne bębny, lekkie syntezatory, prosta harmonia i skoczny refren tworzą zestaw, który łatwo rozpoznać, ale też łatwo pomylić z innym hitem. Gdy piosenka jest zbudowana na takim szkielecie, podobieństwa są niemal nieuniknione.
Dlatego w tej sprawie nie skupiałbym się wyłącznie na ogólnym „brzmieniu”, tylko na tym, czy ktoś faktycznie przejął cudzy, rozpoznawalny motyw. A to prowadzi do drugiego, równie ważnego wątku: dlaczego ta dyskusja urosła aż tak bardzo poza samą muzykę?
Dlaczego ten spór urósł do całej afery o preselekcje
Tu spór o muzykę połączył się z irytacją wobec samego wyniku preselekcji. Wielu widzów uważało, że faworytem publiczności był Jann z „Gladiatorem”, a o zwycięstwie Blanki zadecydował głównie werdykt jury. W sieci pojawiały się więc nie tylko zarzuty o plagiat, ale też o „ustawkę”, brak przejrzystości i wątpliwości związane z głosowaniem. To właśnie taki kontekst sprawia, że każda kolejna wada utworu urasta do rangi dowodu winy.
- Gdy publiczność czuje, że wynik był niesprawiedliwy, zaczyna uważniej tropić wszystkie słabości zwycięskiej piosenki.
- Porównania do innych hitów stają się wtedy narzędziem protestu, a nie tylko muzycznej oceny.
- W takich sporach liczy się już nie tylko brzmienie, ale też wizerunek artystki i zaufanie do organizatora.
Nie dziwi więc, że wokół Blanki zaczęły krążyć kolejne oskarżenia, także te dotyczące sugerowanych powiązań z jednym z jurorów, Agustinem Egurrolą. W praktyce te wątki wzmacniały siebie nawzajem i zamieniały zwykłą dyskusję o piosence w dużo większą opowieść o zaufaniu do całego systemu. I właśnie wtedy muzyka przestała być jedynym tematem.
Co wydarzyło się później w Liverpoolu
Blanka i jej otoczenie nie opublikowali oficjalnego komunikatu, który wprost zamknąłby zarzuty o plagiat. Zamiast tego wokalistka skupiała się na odpieraniu fali hejtu i podkreślaniu, że muzyka powinna łączyć, a nie dzielić. Taka strategia nie gasi jednak internetowych sporów od razu, bo w praktyce ludzie częściej pamiętają emocje niż spokojne wyjaśnienia.
Na samym konkursie w Liverpoolu „Solo” awansowało do finału, a Polska zajęła ostatecznie 19. miejsce z 93 punktami. Jednocześnie w głosowaniu widzów utwór zdobył 8. miejsce i 81 punktów, co pokazało, że mimo całego szumu piosenka miała też sporą grupę odbiorców poza polskim internetem. Ten wynik jest ważny, bo oddziela dwie rzeczy: krytykę wyboru utworu i realny odbiór na międzynarodowej scenie.
To właśnie dlatego sprawa nie zniknęła wraz z finałem Eurowizji. Została jako przykład tego, jak szybko kontrowersja może przykleić się do piosenki i zostać z nią na długo po zakończeniu konkursu. A z takiej historii da się wyciągnąć kilka praktycznych wniosków, które przydają się nie tylko przy Eurowizji.
Czego ta historia uczy o sporach o podobieństwo w popie
Jeśli mam streścić cały ten przypadek w praktyczny sposób, to powiedziałbym tak: podobieństwo jest ważne, ale nie wszystko, co brzmi znajomo, jest plagiatem. W sporach o muzykę warto patrzeć na konkretne elementy, a nie tylko na ogólne wrażenie. To oszczędza wielu pochopnych ocen, które potem trudno odkręcić.
- Najpierw sprawdzam melodię, dopiero potem klimat i produkcję.
- Jedna wspólna estetyka nie oznacza jeszcze kopiowania.
- W głośnych aferach internet często miesza ocenę utworu z oceną całego procesu wyboru artysty.
- Brak formalnego rozstrzygnięcia oznacza, że uczciwiej mówić o sporze niż o potwierdzonym plagiacie.
I właśnie dlatego historia Blanki wciąż wraca przy kolejnych eurowizyjnych dyskusjach: nie dlatego, że ktoś zamknął ją prawnym wyrokiem, ale dlatego, że połączyła muzyczne skojarzenia, emocje fanów i spór o zaufanie do całego systemu. Dla mnie to przede wszystkim przykład na to, jak cienka bywa granica między inspiracją, podobnym stylem a zarzutem, który żyje własnym życiem w sieci.
